miesiecy, najpierw mniejsze, potem wieksze, do czasu mojego

– Co? – Mało brakowało, a Hayes upuściłby widelec.
wiecie, co mam na myśli.
trzydziestki poprawiała osłonę przeciwsłoneczną w wiekowym cadillacu. Zadowolona, wzięła
– Super. Dobrze się spisałeś.
Lot przebiegł spokojnie.
– O co chodzi?
A więc istnieje naprawdę?
sporą dawkę rzeczywistości.
na szklanej półce na wysokości wzroku, by w sobotę wylądować w śmietniku.
zaniesie ubranie do pralni, i wtedy mu mignęła. Szła szybkim krokiem, zniknęła w zaułku.
Kilka minut później samolot ruszył. Mała dziewczynka się rozpłakała. Grubas sięgnął po
zatarasował mu drogę.
– Pracuje? – spytała Martinez.
Martinez, drobna kobieta o wściekle rudych włosach i ostrym języku, stała w drzwiach

- Kim jestes? - pytała, marszczac brwi nad zielonymi

I dobrze.
Pozostawało tylko jedno pytanie, to samo od początku: kim była kobieta, którą widział za
113

– O czym Jennifer myślała przed śmiercią.

pi¿ame, pantofle i kurtke Nicka. Mimo chłodu zdjeła ja i
- Będę na ranczu dziś po południu, więc nie rób dla mnie lunchu.
RAMIREZ,MARIA

– Nie.

mierzac Marli temperature. - Te druty musza byc bardzo
szerzej. Patrzyła na niego wielkimi czarnymi zrenicami,
żwirowa, wyboista alejka prowadziła na środek rancza